Żużel

Zginęli na torze

 

Historia toruńskiego żużla to nie tylko zwycięstwa, medale i wielkie emocje. To również pamięć o zawodnikach, którzy zapisali się w dziejach tego sportu w najtragiczniejszy sposób. Ta część strony jest hołdem dla tych, którzy na zawsze pozostaną częścią historii toruńskiego speedwaya.

Zbigniew Raniszewski

 

Był pierwszym żużlowcem, którym szczycił się Toruń. Rozpoczął karierę wraz z Alojzym Zakrzewskim na żużlowej bieżni starego boiska Pomorzanina przy ul. gen. Bema. Pierwsze kroki w karierze zawodniczej stawiał w Toruńskim Klubie Motocyklowym jako dziewiętnastolatek. W oficjalnych zawodach zadebiutował 20 października 1946 roku podczas turnieju indywidualnego w Bydgoszczy.

Do jego najważniejszych osiągnięć należał udział w wywalczeniu pierwszej ligi żużlowej dla Bydgoszczy. Później przez pięć sezonów ścigał się na dwóch frontach — w lidze reprezentował Bydgoszcz, natomiast w imprezach towarzyskich i mistrzowskich, jeśli tylko terminarz na to pozwalał, walczył także dla Gwardii. Zdobył mistrzostwo Polski, a w indywidualnych mistrzostwach kraju po raz drugi sięgnął po brązowy medal.

W kwietniu 1956 roku, podczas zawodów w Wiedniu, doszło do tragicznego wypadku. Raniszewski stracił panowanie nad motocyklem i z ogromną siłą uderzył w betonowe schody prowadzące na trybuny. Zginął na miejscu. Jego pogrzeb zgromadził tłumy mieszkańców Torunia.

Stanisław Domaniecki

 

Zginął praktycznie u progu swojej kariery, choć miał wówczas 24 lata. W realiach tamtych lat wielu polskich żużlowców dopiero w podobnym wieku rozpoczynało swoją sportową drogę. Stanisław Domaniecki pozostał w pamięci jako zawodnik utalentowany i dobrze zapowiadający się.

Pochodził z Rawicza, a swoje starty rozpoczął w okresie, gdy miejscowy Kolejarz po latach świetności przeżywał kryzys. W feralnym meczu z Gnieznem w swoim trzecim starcie objął prowadzenie, jednak na ostatnim okrążeniu zamiast złożyć się w łuk pojechał prosto w stabilną drewnianą bandę. Wkrótce po wypadku stwierdzono, że zacięła się manetka gazu.

Natychmiastowe przewiezienie do szpitala nie przyniosło ratunku. Stanisław Domaniecki zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Dla kibiców sezon 1962 pozostał nie tylko wspomnieniem walki o I ligę, ale też rokiem ogromnej straty.

Marian Rose

 

19 kwietnia w Rzeszowie, podczas meczu ligowego, Marian Rose wyprowadzał toruńską drużynę do prezentacji z nadzieją na końcowy sukces. Już w pierwszym biegu po świetnym starcie objął prowadzenie, lecz na pierwszym wirażu nie opanował motocykla i uderzył głową w drewnianą bandę.

Dwóch jadących za nim zawodników zdołało go ominąć, jednak ostatni nie zmieścił się pomiędzy leżącym żużlowcem a bandą i uderzył w niego. Mimo natychmiastowej reanimacji i przewiezienia do szpitala nie udało się utrzymać go przy życiu.

Pięć dni później życie w Toruniu niemal zamarło. Kondukt żałobny zgromadził dziesiątki tysięcy ludzi, a wraz z pożegnalnym warkotem motocykli zakończyła się pewna epoka w historii toruńskiego żużla.

Benedykt Błaszkiewicz

 

Pierwszy śmiertelny wypadek na torze w Toruniu miał miejsce 29 czerwca 1970 roku. Podczas zajęć szkółki Benedykt Błaszkiewicz nie opanował motocykla i wjechał w siatkę. Niestety motocykl spadł na głowę młodego żużlowca, powodując ciężki uraz czaszki. Po przewiezieniu do szpitala chłopak zmarł. Miał zaledwie 18 lat.

Kazimierz Araszewicz

 

Karierę rozpoczynał w drugoligowej Stali Toruń w 1974 roku i w tym samym sezonie uzyskał żużlową licencję. Dwa lata później świętował awans do grona pierwszoligowców. Był niezwykle utalentowanym zawodnikiem i jednym z tych, którzy dawali toruńskim kibicom ogromną nadzieję na przyszłość.

W sezonie 1976 należał do najważniejszych ogniw drużyny, a jego ambitna i odważna jazda wielokrotnie przesądzała o wynikach spotkań. Szczególnie zapamiętano jego brawurowy atak w meczu z Gorzowem, który dał torunianom bezcenne zwycięstwo.

Do tragedii doszło podczas meczu w Częstochowie. Po groźnym karambolu został przewieziony do szpitala, lecz obrażenia okazały się śmiertelne. Zginął w wieku zaledwie 21 lat, będąc u progu wielkiej kariery.

Grzegorz Kowszewicz

 

W czwartek 3 września 1992 roku siedemnastoletni Grzegorz Kowszewicz pojawił się po raz ostatni na żużlowym torze. Na obiekcie Apatora odbywał się trening, w którym uczestniczyli niemal wszyscy zawodnicy, również seniorzy przygotowujący się do ważnych startów.

W jednym z biegów treningowych doszło do tragicznego zdarzenia. Na trudnym, przyczepnym po deszczu torze Kowszewicz uderzył w bramę wjazdową dla ciągników. Jego stan od początku był bardzo ciężki.

Licencję żużlową zdobył zaledwie rok wcześniej i czekał na swój pierwszy ligowy występ. Nie zdążył go doczekać. Kilka dni później żegnali go kibice, przedstawiciele środowiska żużlowego, nauczyciele i szkolni koledzy.

Źródło informacji: www.speedway.hg.pl