ŻUŻEL

WIELKIE MECZE

Są mecze, które pamięta się latami. Nie tylko ze względu na wynik, ale przez emocje, dramaturgię, wielkie nazwiska i momenty, które na zawsze zostały w pamięci kibiców Apatora. Poniżej przypominamy spotkania, które budowały legendę toruńskiego żużla.

 
26 sierpnia 1990
Polonia Bydgoszcz – Apator Toruń 44:45

Mistrzostwo wywalczone w derbach

Po dobrym czwartym miejscu w 1989 roku sezon 1990 miał być dla Apatora czasem spokojnej zmiany pokoleniowej. Zespół był osłabiony po odejściu Jana Ząbika i Stanisława Miedzińskiego, ale wciąż miał lidera w osobie Wojciecha Żabiałowicza oraz niezwykle utalentowaną młodzież.

Tymczasem 26 sierpnia w Bydgoszczy wydarzyło się coś wyjątkowego. Zwycięstwo 45:44 nad Polonią zapewniło Apatorowi tytuł mistrzowski już na trzy kolejki przed końcem rozgrywek. Był to jeden z najbardziej zaciętych derbowych pojedynków w historii. Torunianie prowadzili już jedenastoma punktami, by później przegrywać trzema.

Kluczowy okazał się 14. bieg, w którym para Krzyżaniak – Miastkowski pokonała lidera gospodarzy Dołomisiewicza 5:1. Drużyna oparta na czterech juniorach, jednym 22-latku i dwóch doświadczonych zawodnikach dokonała czegoś absolutnie niezwykłego. Tego dnia „Anioły” dały całej lidze wyraźny sygnał, że zamierzają przejąć ją na lata.

 
18 kwietnia 1993
Sparta Wrocław – Apator Toruń 54:36

Porażka, którą zapamiętano przez jeden bieg

Choć nie było to zwycięstwo Apatora, ten mecz na trwałe zapisał się w klubowej galerii sław. W sezonie 1993 toruński zespół dysponował niezwykle mocnym składem krajowym, wspartym przez niezawodnego Pera Jonssona oraz Marka Lorama. Apator budził respekt na ligowych torach, jednak we Wrocławiu dostał bardzo bolesną lekcję.

Porażka 36:54 była dotkliwa, ale to, co wydarzyło się w 15. biegu, przeszło do historii polskiego żużla. Tommy Knudsen był tego dnia niepokonany, aż do ostatniej gonitwy. W toruńskiej ekipie zawiedli niemal wszyscy — poza Perem Jonssonem, który po raz kolejny pokazał klasę światowego formatu.

Szaleńcza pogoń i niesamowity atak Jonssona w ostatnim wyścigu do dziś są wspominane przez komentatorów jako jedna z najpiękniejszych akcji w historii speedwaya.

 
26 czerwca 1994
Polonia Bydgoszcz – Apator Toruń 44:46

Ostatni mecz Pera Jonssona

26 czerwca 1994 roku okazał się jednym z najbardziej dramatycznych dni w historii toruńskiego żużla. Był to ostatni mecz Pera Jonssona — zawodnika uwielbianego przez kibiców i jednego z największych mistrzów, którzy kiedykolwiek startowali w barwach Apatora.

Do 12. biegu „Długi Per” był bezbłędny, przywożąc same trójki. Po groźnej kolizji z Waldemarem Cieślewiczem doznał kontuzji, która zakończyła jego sportową karierę. Wcześniej z zawodów odpadł także Sławek Derdziński, a mimo to torunianie, napędzani adrenaliną i ogromnymi emocjami, zdołali wygrać derby 46:44.

Jonssona zastąpił Wiesław Jaguś, który w swoim jedynym starcie zdobył 3 punkty i razem z Krzysztofem Kuczwalskim przywiózł biegowe 5:1. Był to mecz, który każdy kibic Apatora powinien znać — pełen bólu, dumy i niezłomnego ducha drużyny.

 
27 sierpnia 1995
Apator Toruń – Sparta Wrocław 45:44

Cud nad Wisłą

W 1995 roku Apator i Sparta walczyły o tytuł Drużynowego Mistrza Polski. W arcyważnym spotkaniu w Toruniu goście prowadzili jeszcze przed ostatnim biegiem 44:40. Sytuacja była wręcz kuriozalna — Sparta nawet przy porażce 1:5 mogła zostać mistrzem.

Ostatnia gonitwa przyniosła jednak wydarzenia, które do dziś budzą emocje. Sędzia Stanisław Pieńkowski wykluczył dwóch zawodników Sparty, a Apator wygrał wyścig 5:0. Dzięki temu torunianie zwyciężyli cały mecz 45:44 i przedłużyli swoje szanse na złoty medal.

Spotkanie przeszło do historii jako „Cud nad Wisłą” i do dziś jest jednym z najbardziej niezwykłych meczów rozegranych przy Broniewskiego.

 
7 października 2001
Apator Toruń – Sparta Wrocław 48:42

Złoto po 11 latach

To był mecz finałowy o złoto DMP i jeden z najbardziej emocjonujących wieczorów w historii toruńskiego sportu. Zanim jednak doszło do spotkania ze Spartą, Apator musiał liczyć na korzystny wynik meczu we Wrocławiu. Paradoksalnie toruńscy kibice po raz pierwszy i chyba ostatni trzymali wtedy kciuki za Polonię Bydgoszcz.

Polonia wygrała, więc wszystko miało rozstrzygnąć się w Toruniu. Przed biegami nominowanymi Apator przegrywał 35:37, ale potem nastąpił wielki zwrot. Kościecha z Chrzanowskim wygrali 5:1, a po remisie w 14. biegu o wszystkim decydował ostatni wyścig sezonu. Remis w meczu dawał tytuł Wrocławiowi.

W 15. biegu para Rickardsson – Jaguś pokonała Hancocka i Ułamka 5:1. Apator wygrał 48:42 i po 11 latach wrócił na tron. To był wieczór absolutnego szaleństwa, spontanicznej radości i jednej z największych eksplozji emocji, jakie widział tor przy Broniewskiego.

 
Play-off 2003
Apator Toruń – Włókniarz Częstochowa

Wielki dwumecz o złoto

24 sierpnia 2003
Apator Toruń – Włókniarz Częstochowa 46:44

To był jeden z najbardziej emocjonujących meczów w historii toruńskiego żużla. Stadion pękał w szwach, a wielu kibiców ustawiało się pod bramami już od rana. Spotkanie przez cały czas było „na styku”, a przed ostatnim biegiem Apator przegrywał 41:43. Żeby myśleć o złocie, para Crump – Rickardsson musiała wygrać 5:1. I właśnie tak się stało — po mistrzowskiej jeździe parowej i eksplozji radości na całym stadionie.

21 września 2003
Włókniarz Częstochowa – Apator Toruń 49:41
 

Rewanż w Częstochowie był finałem całego sezonu. Apator potrzebował remisu, a na stadionie pojawiła się kilkutysięczna grupa kibiców z Torunia. Początek był katastrofalny — trzy porażki 5:1 i ogromne napięcie zarówno na torze, jak i na trybunach.

Mimo fatalnego początku torunianie podnieśli się z kolan i wrócili do walki. Ostatecznie tytuł odjechał do Częstochowy, ale ten dwumecz do dziś wspominany jest jako symbol wielkich emocji sezonu 2003 i walki do samego końca.


 
29 marca 2005
Apator Toruń – Unia Tarnów 50:40

Początek sezonu, który miał być skazany na porażkę

Przed sezonem 2005 mało kto dawał Apatorowi większe szanse. Zespół z Andy Smithem i Mariuszem Puszakowskim miał być jedynie tłem dla potentatów ligi. Tymczasem torunianie nie tylko awansowali do play-offów, ale zrobili to z drugiego miejsca.

Szczególnie zapamiętano przełożony mecz 1. kolejki z naszpikowaną gwiazdami Unią Tarnów. Zespół z braćmi Gollobami, Rickardssonem, Kołodziejem i Marcinem Rempałą był wymieniany jako murowany kandydat do sukcesów, a w Toruniu zdobył tylko 40 punktów.

Liderami Apatora byli tego dnia Crump, Jaguś oraz juniorzy Karol Ząbik i Adrian Miedziński. To był fantastyczny początek sezonu i mecz, w którym każdy wygrany bieg dawał kibicom radość, jakiej dawno nie czuli.

 
7 maja 2006
Apator Toruń – Unia Tarnów 57:33

Rozbicie mistrza Polski

Przed sezonem 2006 klub przeszedł totalną przebudowę, a stadion przy Broniewskiego został zmodernizowany. Wiele osób przewidywało ciężką walkę o utrzymanie. Tymczasem Apator potrafił zaskakiwać i przeplatać słabsze występy wielkimi zwycięstwami.

Tak było właśnie 7 maja, gdy do Torunia przyjechała Unia Tarnów — aktualny drużynowy mistrz Polski i jedna z najmocniejszych ekip ligi. Goście mieli w składzie największe nazwiska, ale tego dnia zostali kompletnie rozbici.

Gdyby nie legendarny Tomasz Rickardsson i jego komplet 18 punktów, porażka tarnowian mogła być jeszcze bardziej bolesna. Zawiedli także bracia Gollobowie, którzy razem zdobyli zaledwie 10 punktów. Dla toruńskich kibiców był to jeden z tych meczów, które pokazywały, że przy Broniewskiego wszystko jest możliwe.

 
10 lipca 2009
Gorzów – Apator Toruń

Husaria Jagusia i Holdera

To był mecz, którego Apator teoretycznie nie miał prawa wygrać. A jednak duet Wiesław Jaguś – Chris Holder praktycznie we dwóch wyciągnął wynik, który do dziś wspominany jest z wielkim uśmiechem przez toruńskich kibiców.

Wszystko rozstrzygnęło się na ostatnich metrach, po niesamowitym ataku Wieśka. W sektorze gości wybuchł prawdziwy szał — ludzie skakali, ściskali się i celebrowali zwycięstwo tak, jakby Apator właśnie zdobył tytuł mistrza wszechświata.

To jeden z tych meczów, które nie zawsze trzeba wygrywać „o medal”, żeby zapisały się w pamięci kibiców na całe życie. Czasem wystarczy jeden wieczór, jedna akcja i jedna eksplozja emocji.