Kryżacki Typer Forum Sklep kibica Redakcja KARTA KIBICaAPATOR GRAFFITI TEAMWalka OsiedliHerb ApatoraHerb Apatora
POPRZEDNI MECZ
NASTĘPNY MECZ
28.05.2017

6 Runda DMP

Apator
Toruń

Herb
53:37

ROW
Rybnik

Herb
2.06.2017

5 Runda DMP

Włókniarz
Częstochowa

Herb
VS

Apator
Toruń

Herb
reklama
TABELA LIGOWA
Drużyna Mecze Zwyc. Rem. Przegr. Bon. Pkt. +/-
1. Stal Gorzów 2 2 0 0 0 4 +28
2. Apator Toruń 1 1 0 0 0 2 +12
3. GKM Grudziądz 2 1 0 1 0 2 +2
4. Unia Tarnów 2 1 0 1 0 2 -18
5. Unia Leszno 2 0 0 2 0 0 -12
6. Falubaz Zielona Góra 1 0 0 1 0 0 -12
7. Sparta Wrocław 0 0 0 0 0 0
8. ROW Rybnik 0 0 0 0 0 0
STATYSTYKI ZAWODNIKÓW
Zawodnik Mecze Biegi Pkt. Bon. Razem Śr. bieg.
Adrian Miedziński 1 5 12 2 14 2,800
Chris Holder 1 5 12 1 13 2,600
Paweł Przedpełski 1 5 10 1 11 2,200
Martin Vaculik 1 5 11 0 11 2,200
Greg Hancock 1 4 5 1 6 1,500
Kacper Gomólski 1 3 2 1 3 1,000
Igor Kopeć-Sobczyński 1 3 0 0 0 -
ARTYKUŁY O KIBICACH APATORA

» [2012-03-16] Gazeta Nowości - "Z trybun widok na przeszłość"

» [2012-02-18] Gazeta Nowości - "Marka grzechu warta"

» [2012-02-11] Gazeta Pomorska - "Kibiców interes z Apatorem"

» [2010-07-01] Portalkibica.pl - "Łuczniczka w barwach Apatora"

» [2010-01-26] Tygodnik Żużlowy - "Będzie ulica Jonssona!"

[Archiwum artykułów]

REKLAMA

Krzyzacy.net

Wspomnienia Andrzeja Kamińskiego
Andrzej KamińskiAndrzej Kamiński to niewątpliwie ikona toruńskiego żużla ale nie ze względu na osiągnięcia sportowe ale na fakt ogromnej ilości fotografii poświęconej toruńskim żużlowcom. Jest to swoisty bank wiedzy na temat Naszego klubu, jego zawodników i problemów w nim występujących. Poniżej prezentujemy wywiad z Naszym fotografem mający miejsce jeszcze przed Derbami Retro, poruszający takie kwestie jak wyjazdy, kibice i przywiązanie zawodników do barw oraz fanów.

Krzyżacy.net - Panie Andrzeju, jakie były początki Pana przygody z toruńskim żużlem i kiedy dokładnie ona się zaczęła?

Andrzej Kamiński – Mieszkałem w pobliżu starego stadionu lekkoatletyczno-piłkarskiego Pomorzanina na Bema. Praktycznie odkąd pamiętam lubiłem tam zaglądać. Po wyzwoleniu w 1945 roku, radzieccy żołnierze jeździli na „zdobycznych” motocyklach po bieżni lekkoatletycznej. Kiedy rozpoczęto urządzać tam zawody żużlowe w latach 50-tych, bywałem praktycznie na wszystkich, nie było wówczas bandy, publiczność siedziała na ławeczkach, a kiedy przejeżdżali żużlowcy to każdy się cofał żeby nie zostać obsypanym gradem kamieni. Pamiętam Jeżewskiego, Raniszewskiego i wielu, wielu innych. Takie były zupełne początki, a potem, już pod koniec lat 50-tych, chodziłem na zawody które rozgrywane były na nowym torze przy ul. Broniewskiego.

Krzyżacy.net - A jak to się stało że zaczął Pan dokumentować wszystko na kliszy? Najpierw robił Pan zdjęcia amatorsko?

A.K. – W Toruniu istniał tzw. TIF – Toruński Informator Fotograficzny. Wydawany był biuletyn ze zdjęciami obrazującymi życie i wydarzenia w ówczesnym Toruniu, w tym także te związane ze sportem. Jako że miałem aparat, jakoś dogadałem się z tymi ludźmi i zacząłem chodzić na imprezy sportowe i robić zdjęcia. Ukazywały się one we wspomnianym biuletynie, który rozsyłany był do szkół, zakładów pracy, wystawiany w gablotkach itp. Dzięki temu, że posiadałem legitymację, mogłem na stadionie wejść niemal wszędzie – byłem i w parkingu i w warsztacie, potem chadzałem też do domów zawodników. Nie byłem jeszcze wówczas zawodowym fotoreporterem, ale zanosiłem swoje zdjęcia do różnych redakcji, min. do IKP. Od pierwszego numeru współpracowałem również z „Nowościami”. Byłem tam w zasadzie fotoreporterem od wszystkiego, uwieczniałem nie tylko sport ale także wszystkie inne dziedziny życia. Ale oczywiście żużel, hokej i piłka nożna to były dyscypliny którymi interesowałem się najbardziej.

Krzyżacy.net - W latach o których mówimy żużel był w Toruniu bardzo lubiany, jak to przekładało się na frekwencję na stadionie?

A.K. – Droga na stadion była nieco utrudniona bowiem tramwaj dojeżdżał jedynie do ulicy Reja. A dalej trzeba było iść piechotą, i przedzierać się przez piachy, bo tak wówczas wyglądała ta okolica. Same zawody odbywały się na torze typowo żużlowym, także ci którzy siedzieli w pierwszych rzędach wychodzili z meczy niemal zupełnie czarni. Ale ludzi chodziło bardzo dużo, informacje o zawodach roznosiły się min. poprzez radiowęzły w zakładach pracy. Poza tym, podobnie chyba jak dzisiaj. ten warkot i charakterystyczny zapach po prostu trafiał do ludzi.

Krzyżacy.net – Dziś wielu zawodników niespecjalnie zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę gdyby nie kibice to ten sport byłby zupełnie niszowy, a oni sami mogliby uprawiać żużel raczej czysto amatorsko. Kontakt zawodników z kibicami staje się coraz słabszy. Dawniej było podobnie?

A.K. – Plewiński, Ząbik czy Miastkowski byli jako młodzi ludzie bardzo otwarci. Zawsze można było podejść, porozmawiać i o wszystko zapytać. Lekkie zmiany w tym temacie nastąpiły po awansie do pierwszej ligi. Doszło kilku zawodników spoza Torunia, z nimi nie było już tak łatwego kontaktu jak z naszymi chłopakami. Była pewna nieufność z ich strony do kibiców, a i kibice nie do końca wiedzieli jak rozmawiać z tymi „obcymi”. Ale zawodnicy toruńscy, zwłaszcza grupa która wywodziła się z Rogowa, to byli chłopacy z którymi zawsze świetnie się rozmawiało. Chociażby zmarły tragicznie Kaziu Araszewicz. Kontakt z zawodnikami miałem taki, że robiłem nawet zdjęcia na ich ślubach, min. Olkiewicza, Ząbika. Bywałem na weselach naszych chłopaków, bywałem w domach, pamiętam jak u Krzyżaniaków rodziły się dzieci... Bywałem u Marysia Rosego, któremu robiłem zdjęcia pamiątkowe z wywalczonym medalem DMŚ. Można było się zżyć z tymi ludźmi.

Krzyżacy.net - Obecni żużlowcy jeżdżą drogimi samochodami, widać że na żużlu mogą się dorobić sporych pieniędzy. Kiedyś raczej żużlowcy nie wyróżniali się statusem materialnym....?

A.K. - Dopiero wtedy gdy zawodnik był właścicielem swojego warsztatu można było powiedzieć że był naprawdę urządzony. Często zawodnicy byli taksówkarzami – chociażby Stanisław Bauta czy nawet Marian Rose. W czasie swojej kariery, gdy zdobywał mistrzostwo świata, jednocześnie jeździł na taksówce. Na samym żużlu zawodnicy nie mieli szans się dorobić, ale na skutek popularności dyscypliny mieli pewne ułatwienia, chociażby w przydziale mieszkania, czy też dotyczące zwolnień z pracy czy czasem zwolnienia ze służby wojskowej.

Krzyżacy.net – Na jednym z podarowanych nam zdjęć widnieje Kazimierz Araszewicz. Ci którzy pamiętają jego starty, mówią że w biegach w których startował zawsze dużo się działo, głównie dlatego że potrafił pojechać bardzo ryzykownie.

A.K. – Bardzo często trener Florian Kapała wypuszczał Araszewicza na tor w decydujących biegach, gdy ważyły się losy całego meczu. Kaziu wówczas wiedział że po prostu musi zdobyć punkty. No i na torze wręcz szalał – jeździł po dużej, niemal po siatkach. Wielu już wówczas sugerowało mu, aby bardziej uważał, bo kiedyś naprawdę przeszarżuje. Ja akurat z Kaziem miałem kontakt bardzo dobry, był to zresztą szalenie sympatyczny chłopak. Pamiętam bardzo dobrze, gdy któregoś razu Kazik powiedział do mnie abym robił mu dużo zdjęć. Odpowiedziałem że i tak fotografuję go bardzo często, na co Araszewicz powiedział „Panie Andrzeju ale ja będę krótko żył”. Do dzisiaj pamiętam te słowa. O śmierci Kazia dowiedziałem się będąc na wczasach. Słuchałem radia i w pewnym momencie spiker bardzo smutnym głosem zaczął podawać informację o tragicznym wypadku. Szok był niesamowity, rano następnego dnia powiedziałem żonie że to niestety koniec wczasów i wracamy do Torunia... Na pogrzebie też pojawiły się tłumy mieszkańców.

Krzyżacy.net – Lata 80-te, to epoka którą bez wątpienia można nazwać dekadą Żabiałowicza. Niekwestionowany lider na którego można było liczyć praktycznie w każdym meczu. Często mówiło się że w jego dokonaniach ogromną rolę odgrywał sprzęt. Czy faktycznie ?

A.K. - Bez wątpienia wszystko co najlepsze szło do Wojtka i mogło to nawet wywoływać pewnego rodzaju zawiść innych zawodników. Był też swego czasu lekki konflikt na linii Żaba-Ząbik. Janek był wychowankiem Rosego, bardzo dobrze żył z prezesem, ale też zajmował się, ze względu na swoje doświadczenie, nie tylko samą jazdą. Bardzo często zaglądał do warsztatu, pomagał też w przygotowaniu toru. Żaba natomiast od początku miał trochę taki swój styl. Był dosyć skryty, niedostępny, nie opowiadał zbyt dużo. Wojtek bardzo rzadko przyjeżdżał do mety na trzeciej czy czwartej pozycji. Słynął z doskonałych startów i często już na pierwszym łuku wyraźnie odjeżdżał do przodu. Ale jak była potrzeba to potrafił też pojechać parowo.

Krzyżacy.net – Wracając do roli sprzętu, czasy PRL to okres w którym świat zdecydowanie „uciekł nam” w tej dziedzinie. Problemy były niemal ze wszystkim. Czy więc także wtedy różnice w sprzęcie zawodników decydowały o wynikach?

A.K. – Na pewno poza sprzętem istotny był numer z którym startował dany zawodnik. Nie było biegów nominowanych, więc skład można było ustalić tak, aby konkretny zawodnik spotykał się np. ze słabszymi z przeciwnej drużyny. To często było najistotniejsze. Ale oczywiście sprzęt zawsze miał znaczenie. Zresztą w klubie był pomysł, aby w Apatorze produkować żużlowe silniki. Podjęto nawet próby w tym kierunku, w warsztatach na stadionie stworzono hamownię (była to idea Bogdana Godlewskiego). Próby były, ale ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu, bowiem osiągi silników odbiegały od tych już produkowanych. Części pozyskiwano min. dzięki współpracy z klubem ze Szwecji. Do warsztatów przyjeżdżał też Szwed Anderson, na którego zresztą psioczono, ale jak każdy coś tam swojego wniósł.

Krzyżacy.net – Gdyby miał Pan porównać zawodników z różnych epok – Rosego, Żabiałowicza, Jagusia. Który z nich był najbardziej kompletnym żużlowcem?

A.K. – Chyba takim zupełnie kompletnym i niezawodnym był jednak Żaba. Aczkolwiek niesamowicie utalentowanych było o wiele więcej. Choćby Krzysiek Kuczwalski. To był talent trochę w stylu Tomka Bajerskiego, który z kolei rozpoczął kilka lat później. Choć Bajer był trochę bardziej błyskotliwy. I w pierwszej fazie kariery bardziej ustawiony na sport. Talentem był też Krzysztof Kwiatkowski. Ale niestety często stawało się tak że zawodnikom odbijała woda sodowa...no i niestety sfera pozasportowa miała tu ogromny, negatywny wpływ.

Krzyżacy.net – lata 80-te to pierwsze drużynowe sukcesy Apatora. 1986 rok – pierwsze mistrzostwo. Radość była chyba ogromna?

A.K. – Myślę że świętowanie sukcesu było bardzo godne. Ludzie wiwatowali, śpiewali, machali flagami. Sam klub natomiast był chyba trochę zaskoczony sukcesem, nawet nie wymyślono nic innego oprócz traktora który woził po torze ekipę mistrza Polski. Nie było przejazdu odkrytym autobusem niczym Real Madryt. Na pewno w knajpach i restauracjach świętowanie trwało kilka dni, to było przecież naprawdę wielkie dla Torunia wydarzenie.

Krzyżacy.net – Czasy PRL to dla żużla okres w którym starty w naszym kraju zawodników z Zachodu wywoływały każdorazowo ogromne zainteresowanie. Jedną z takich imprez był półfinał MŚ Par w 1987 rozegrany na torze Apatora. Czym dla ówczesnych kibiców był przyjazd takich asów jak Erik Gundersen i Hans Nielsen?

A.K. – Dla nas toruniaków był to prawdziwy „powiew Europy”. Na naszym torze jechali zawodnicy o których wcześniej mogliśmy tylko czytać. Wykonałem wtedy też wiele zdjęć – Gundersen w białej skórze... Kolorowe kombinezony, reklamy...tego się w naszej lidze nie spotykało. Ale też wcześniejsze przyjazdy w latach 70-tych choćby ekipy rosyjskiej były traktowane jako wizyty żużlowych gwiazd – Klementiew, Plechanow, to też były wielkie nazwiska.

Krzyżacy.net – Wróćmy jeszcze do naszej ligi. Wyjazdy na mecze w tamtych czasach to pewnie też rzecz z zupełnie innej bajki. Cała drużyna jechała zapewne klubowym autokarem. A czy zawodnikom podczas meczów wyjazdowych towarzyszyli również kibice?

A.K. - Faktycznie jeździł klubowy autokar, ale samochodami osobowymi też jeździliśmy. Do tego zawsze samochód ciężarowy załadowany sprzętem jechał oddzielnie. Jeździli też oczywiście zwykli kibice. Wyjazdy kibiców z Torunia rozpoczęły się z tego co pamiętam od momentu awansu do pierwszej ligi. Zawsze grupa 200-300 osób z Torunia na trybunach się zebrała. Siedzieli wszyscy razem w grupie. Np. do Gniezna czyli na wyjazd stosunkowo bliski, jechała cała kolumna samochodów, wiadomo czasem były problemy z parkowaniem, bo miejscowi...Ale torunianie na trybunach starali się siedzieć w grupie, no chyba że ktoś się obawiał, wówczas siadał między miejscowymi i udawał że nie jest z Torunia. Ale kibiców Apatora widać było niemal wszędzie.

kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
kaminski
PROMOCJA
PROMOCJA
PROMOCJA
PROMOCJA
PROMOCJA
PROMOCJA
PROMOCJA
PROMOCJA
Polityka prywatności
fot. Mariusz Murawski - www.emdwa.pl